text.skipToContent text.skipToNavigation
Borstlap.png

75 lat Fabory: czterech emerytowanych pracowników wspomina przeszłość

„Największym kapitałem firmy byli jej pracownicy.”

W przeddzień 75. rocznicy istnienia czterech byłych pracowników wspomina swoje kariery w Fabory. Niektórzy z nich rozpoczęli swoją karierę już pod koniec lat sześćdziesiątych. Czterech byłych pracowników, którzy są również dobrymi przyjaciółmi, dzieli się wieloma wspomnieniami z „dawnych dobrych czasów”.

4medewerkersBorstlap.png

Zdjęcie: Hugo Smet, Cees Fouchier, Wim Jansen i Hans Oosterbaan wspominają.

Czterej przyjaciele spotykają się w mglisty poniedziałkowy poranek przy Laurent Janssensstraat w Tilburgu. Zatrzymanie się przy ekspresie do kawy szybko przywołuje pierwsze wspomnienie: „Pamiętacie, jak pracownicy wrzucali do automatu podkładki zamiast monet?” Rozlega się pierwszy wybuch śmiechu.

Hugo Smet pracował w Fabory dopiero od roku, gdy nadeszła recesja gospodarcza. Fabory (wówczas jeszcze Borstlap) również odczuło jej skutki na początku lat dziewięćdziesiątych. Firma rodzinna zareagowała zdecydowanie: pracownicy tymczasowi zostali odesłani do domu, a pracownicy biurowi pomagali w magazynie jeden dzień w tygodniu. Stworzyło to sytuację korzystną dla obu stron. Pracownicy biurowi poznali pracę w magazynie i lepiej zrozumieli produkt. Hans: „Panowało prawdziwe poczucie ‘my’. Dyrektor handlowy również brał udział. Przyszło mu sortować grube nakrętki” – mówi z uśmiechem.

Magazyn sterowany komputerowo

Hugo: „W tamtym czasie gospodarka się załamała. Mimo to nie znaleźliśmy się na minusie”. W tym roku wszyscy czterej pracowali w magazynie jeden lub dwa dni w tygodniu. „Chcieliśmy być gotowi, gdy gospodarka się odbije. Dlatego magazyny zostały uporządkowane, a stare zapasy trafiły do nowych opakowań Fabory. Nowy towar kupowaliśmy po obowiązujących wówczas cenach rynkowych. Na początku 1995 roku gospodarka się ożywiła i odnieśliśmy z tego korzyści”. Hans: „To był również moment, w którym jako jeden z pierwszych hurtowników zainwestowaliśmy w magazyn sterowany komputerowo, co było wówczas bardzo innowacyjne”.

Wszyscy czterej są zgodni: kto zaczynał pracę w Fabory, stawał się częścią rodziny. Zawsze mówiono w kategoriach „my”. Hugo: „Regularnie obchodziliśmy jubileusze – 25 lub 40 lat pracy. O godzinie 16.00 organizowaliśmy przyjęcie, a wieczorem zapraszaliśmy jubilata na kolację z rodziną i zarządem. Na zakończenie wręczaliśmy jubilatowi złotą przypinkę, noszoną z dumą w klapie marynarki”. Wim również dobrze to pamięta: „John Borstlap zawsze mówił, że jego największym kapitałem są ludzie w firmie”.

MagazijnFabory.png

Photo: The computerised warehouse was put into operation in the 1990s.

2,5 MB pojemności dla całej firmy

Byli pracownicy pracowali w działach P&O, sprzedaży oraz IT. Hans Oosterbaan ostatecznie otrzymał najdłuższy tytuł stanowiska: manager of operations-critical systems IT. Doskonale pamięta setki kart perforowanych, które każdego dnia przechodziły przez jego ręce. W końcu, jako szef Automatyzacji, stał się między innymi odpowiedzialny za system SAP.

Karty perforowane układano w tacach, przetwarzano na listy pakunkowe, a następnie na faktury. „Już w 1973 roku korzystaliśmy do tego z zaawansowanego systemu komputerowego z dwoma dyskami stałymi i dwoma wymiennymi”. Całkowita pojemność komputera wynosiła 2,5 MB. „Korzystała z niego cała firma”.

Motto Hansa zawsze brzmiało: mierzyć to wiedzieć. Monitory, które później podłączono do komputera, kosztowały po 15 000 guldenów za sztukę. Hans postanowił porównać zbyt długi czas reakcji komputera z kosztem godzinowym pracownika. Jego wykres był decydujący: inwestycja. „W Fabory zawsze było to oczywiste: jeśli proces jest zbyt wolny i pomaga klientowi, to musimy to zrobić”.

Wim Jansen był pod koniec lat sześćdziesiątych pierwszym pracownikiem Fabory z Tilburga, który codziennie dojeżdżał pociągiem z Brabancji do Scheveningen na program wdrożeniowy. „Z ulicy, przy której się znajdowaliśmy, do plaży były tylko dwie minuty spacerem”. Powrót również nie był karą, ponieważ wraz z pracownikami PTT wracającymi z Rotterdamu do Tilburga on i jego koledzy grali wiele partii w Hoogjassen. Później został odpowiedzialny za Special Accounts i otrzymał m.in. portfele Tata Steel (wówczas Koninklijke Hoogovens) oraz Kolei Holenderskich. „Karel szkolił mnie razem ze swoim synem Johnem” – mówi Wim. Dzięki temu Wim stawał się coraz bardziej biegły w kalkulacjach handlowych, a później uczył tej umiejętności swoich kolegów w centrach Fabory.

Osoby ubiegające się w tamtych czasach o pracę w Fabory mogły liczyć na pytania o pochodzenie rodzinne. Wim: „Kogoś z rodziny klasy średniej mogliśmy zatrudnić od razu. Wtedy wiedziało się, że ma się do czynienia z mentalnością nastawioną na działanie”.

Borstlap'80.png

Zdjęcie: Jeden z pierwszych systemów komputerowych wykorzystywanych przez całą firmę w latach 80.


„Pamiętacie, jak pracownicy wrzucali do automatu podkładki zamiast monet?”

„Ile zarabia ten czy tamten? Bardzo dużo”

Kiedy Cees Fouchier rozpoczął pracę w dziale księgowości, procesy dopiero były automatyzowane. Listy płac obliczano na wydrukach. Każdy, kto zapytał go, ile zarabia pracownik, otrzymywał odpowiedź: „Dużo”. Jeśli ktoś był nieco bardziej ciekawy, pytanie dotyczyło wynagrodzenia członka zarządu: „Bardzo dużo”.

W 1991 roku Hugo Smet dołączył do grona pracowników jako ostatni. Proces rekrutacji trwał pewien czas, dlatego byłem ostrożny. „Na zakończenie musiałem pojechać do pana Karela do Poppel, co przerodziło się w pouczający i przyjemny wieczór z dużą ilością wina; Karel był wspaniałym człowiekiem, dziadkiem firmy”. Hugo opisuje strukturę organizacyjną jako płaską, z niewielką liczbą szczebli i krótkimi liniami komunikacji. „W tamtym okresie Fabory coraz bardziej się rozwijało. W tygodniu pracowałem w Tilburgu, a w weekendy latałem do Pragi, Budapesztu lub Warszawy, aby zatrudniać nowych pracowników”.

Stopniowo systemy wszystkich tych krajów zostały podłączone do centralnego komputera w Tilburgu. Ostatecznie dodano jeszcze jeden komputer. Hans: „To, że jeden komputer mógł przejąć funkcje drugiego, było w tamtych czasach dużym krokiem”.

Poczucie firmy rodzinnej było widoczne na wiele sposobów, dzięki dobrym podstawowym i dodatkowym warunkom zatrudnienia. Nowi pracownicy musieli mieszkać w promieniu trzydziestu kilometrów od Fabory. W okresie letnim zawsze potrzebne były dodatkowe ręce do pracy, a pomoc nigdy nie pochodziła z daleka: dzieci pracowników regularnie dorabiały w magazynie podczas wakacji.

Osobiste zaangażowanie

Jeśli systemy musiały zostać rozbudowane lub wymienione, wybierano dni w okolicach Wielkanocy, Wniebowstąpienia lub Bożego Narodzenia. Wszystko musiało znów działać w kolejny poniedziałek. Hans: „Rodzina Borstlap zawsze przychodziła wtedy zobaczyć, jak idą prace. Gdy zadanie było wykonane, był posiłek dla wszystkich”. W dniu urodzin pracownicy otrzymywali bon VVV, a jeśli to było możliwe, wręczał go osobiście John Borstlap. Do najważniejszych wydarzeń należały coroczne obchody Bożego Narodzenia oraz letni grill.

Mężczyźni nie spotykają się już zwykle przy Laurent Janssensstraat; ten poniedziałek jest wyjątkiem. Obecnie spotykają się w stowarzyszeniu seniorów Fabory, które liczy już prawie sto członków. Poza okresem pandemii chętnie spotykają się również na drinka na Oude Markt w Tilburgu. Siedemdziesiąt pięć lat Fabory było piękną okazją do wspólnego wspominania, ale ci czterej mężczyźni robią to i tak. Ich czas spędzony w Fabory zaowocował ciepłą, rodzinną przyjaźnią.

KantoorBorstlap.png
Photo: Borstlap's office, the late 1970s.

Hugo, Cees, Wim and Hans looked back together, and we did so with even more people from our organisation. This resulted in an impressive timeline that takes you on a journey through 75 years of Fabory in words and pictures.

FooterFasteners.png
Nie zamykaj tej strony. Ten komunikat zniknie, gdy strona zostanie w pełni załadowana.